Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bóg-matka. Koreańczycy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bóg-matka. Koreańczycy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 stycznia 2011

Jak rozpętałem wojnę: tajna broń

Wiem, co jest przyczyną ostatniego konfliktu koreańsko-koreańskiego. Wstyd się przyznać, ale to wszystko przeze mnie. Nigdy bym się o tym nie dowiedział, gdyby nie przypadek.

Siedziałem sobie w domu i coś tam grzebałem w komputerze. Aż niechcący otworzył mi się na statystkach mojego bloga. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że nie dość, że ludzie do niego zaglądają, to jeszcze robią to z zagranicy. Poza Polską najbardziej czytany jestem w Korei Południowej.

Jakiś czas temu napisałem niewinny tekst o parze Koreańczyków, którzy chcieli porozmawiać ze mną o Bogu-matce. Wszystko więc jasne. Wywiad koreański namierzył tekst. Przetłumaczyli go i nic z niego nie zrozumieli.

Ściągnęli więc Koreańczyka, który doprowadził do upadku FSO w Warszawie. On przeczytał, kupił wódkę i zaczął im tłumaczyć. Potem znowu kupił wódkę i dalej tłumaczył. W krótkim czasie rozpił wszystkich oddelegowanych do zrozumienia tekstu.

Wtedy najwyższe władze Korei Południowej zamknęły w sejfie przetłumaczony tekst, by powstrzymać daleko idące konsekwencje społeczne w postaci gwałtownego rozpicia się narodu koreańskiego.

Tekst jednak zdążył przeczytać północno-koreański agent, który kompletnie pijany pod wpływem lektury przedarł się przez pole minowe strefy demarkacyjnej. Szpieg zdążył przekazać tylko część mojego tekstu funkcjonariuszom służby bezpieczeństwa i razem z nimi zapił się na śmierć. Na podstawie zarejestrowanych na taśmie filmowej bełkotów i delirycznych ekscesów kierownictwo Phenianu (dzisiaj: Pjongjangu) doszło do wniosku, że ma straszliwą broń przeciw Seulowi.

Dlatego postanowiono zdobyć mój tekst za wszelką ceną. Ma być nadawany prze potężne megafony i pogrążać południowych Koreańczyków w potwornym alkoholizmie. Północni z braku alkoholu będą cierpieć na trzeźwo.


PS. Inspiracja Monty Python - Najzabawniejszy kawał świata



czwartek, 11 marca 2010

Bóg-matka i Koreańczycy w parytecie

Jestem zwolennikiem parytetu. W każdej sprawie i dla każdej grupy. A dlaczego nie? Jedni mają mieć lepiej od drugich. Jakim prawem? Niech wszystkim będzie kiepsko. Dlatego parytet musi też obejmować wiek i wykształcenie. W Sejmie powinien zasiadać np. tylko jeden analfabeta, a nie tak jak jest teraz…
Właśnie tradycyjny Międzynarodowy Dzień Kobiet w tym roku upłynął pod znakiem dyskusji o parytecie. Śmieszy mnie ta debata, zwłaszcza z pozycji zatwardziałych mężczyzn, stanowczo przeciwstawiających się temu – jak to określają – idiotyzmowi. Bredzą, nie wiedzą też co czynią.
Jeśli kobieta chce futro, niech sobie kupi futro. Nie ma co jej zabraniać, bo ona i tak je będzie miała. Ktokolwiek myśli, że jest inaczej, gada głupoty. Ale kobieta nie pragnie już futra. Marzy o innych sprawach. I dobrze. To świadczy o naszym postępie cywilizacyjnym.
Kiedyś bajerowało się kobiety na futro lub biżuterię. Teraz trzeba na parytet. Co gorzej? Wcale nie. Efekt taki sam. A jaka oszczędność.
Tak sobie rozmyślałem w dzień moich urodzin, który co roku jest 8 marca, gdy nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Otworzyłem. I ujrzałem parę młodych ludzi. Para, nie para. Krótko mówiąc, przyszli do mnie w parytecie. Oczy mieli skośne. Oboje ukłonili się zgodnie ze wschodnim zwyczajem, a mężczyzna zaczął mówić: - Jesteśmy z Korei, i chcemy ćwiczyć mówić po polski.
- Bardzo mi miło – odpowiedziałem w pokłonie.
- My chcieć rozmawiać z pan – kontynuował mężczyzna czyniąc kolejny pokłon, na co odpowiedziałem milczącym skinieniem.
- Czy pan interesować się bóg-matka? – zapytał nagle mężczyzna czyniąc ze znaku zapytania ukłon.
- Nie interesować mnie ani bóg, ani matka – odpowiedziałem czyniąc stanowczy skłon.
- A czy nie chcieć o tym porozmawiać? – pokłon i riposta Koreańczyka były błyskawiczne.
- Nie chcieć – odpowiedziałem gwałtownym ukłonem uważając jednak, by nie stał się on tradycyjnie polskim uderzeniem „z główki”.
- A czy nie chcieć o bóg-matka porozmawiać w przyszłości – skłony mężczyzny stawały się coraz bardziej natarczywe.
- Nie interesować mnie i bóg, i matka – powtórzyłem cedząc słowa przez zęby podczas głębokiego i szybkiego pokłonu. – Nie chcieć – dorzuciłem jeszcze kurtuazyjnymi ukłonami. – Jam wam dziękować za miła rozmowa. Życzyć wszystkiego najlepszego - bredziłem szukając podczas ukłonów klamki.
Bałem się o dziewczynę, która przez cały czas rozmowy nic nie mówiła, kłaniając się jedynie w rytm naszej dyskusji. Teraz lękałem się, że zamykając zbyt gwałtownie, moje drzwi spotkają się z jej kłaniającą głową. Na szczęście wykonali ukłon z krokiem do tyłu i wrota do mojego zamku mogły zostać zamknięte.
Byłem wykończony. Czułem, że zaraz bym skapitulował. Kobiecie można ofiarować futro lub parytet, ale co można dać uprzejmym Koreańczykom w parytecie z bogiem-matką?